Kolejny miesiąc minął bez wpisu, a że ja już powoli kota dostaje od tego, co codziennie – zasuwamy kolejne Tabasco. Mam nadzieję bowiem, że umiejętność pisania jeszcze mi się przyda, więc żeby nie wyjść z wprawy…

Na początek – co u mnie? Otóż obecnie ogarniam etat ojca samotnie wychowującego niemowlaka z bonusem w postaci Darii w szpitalu. Dni długie i wypełnione na maksa. Gotowanie, sprzątanie, pranie, spacerki, mycie, pieluchy, sruchy i inne zwykłe rzeczy, które każda matka robi przy dziecku. Poza tym koło południa wycieczka z obiadem do Darii (bo tego szpitalnego gówna nie da się jeść) razem z Leonem- po południu druga wycieczka, już bez Leona (zostaje z opiekunką). Wtedy możemy kilka godzin poćwiczyć, bo w szpitalnym pakiecie przewidziano tylko kilka godzin ćwiczeń do południa – po południu leż sapiensie i licz muchy na suficie.

I to mniej więcej tyle. I powiem szczerze, że nigdy by mi do głowy wcześniej nie przyszło, że głupie wyrzucenie śmieci może być tak skomplikowaną operacją logistyczną – bo przecież Leona w domu samego nie zostawię, śmieci ważą z 10 kilo, a Leon z 15. Piętro trzecie.

Chuj tam. Jakoś leci. Nie piszę tego, żeby się skarżyć, tylko po to, żeby pokazać, że naprawdę nie za bardzo mam czas cokolwiek jeszcze napisać. No ale dzisiaj Leoncjo wcześnie poszedł spać, więc lecimy z koksem.

W odcinku numer 024 rozpocząłem nostalgiczną wędrówkę przez piłkarskie mistrzostwa świata. Mundial się zbliża, więc temat nawet na czasie. A ja przypominając sobie minione mundiale, pokonuję starczą demencję i jakoś wydarzenia z mojego życia potrafię chronologicznie poukładać. Skończyliśmy wówczas na imprezie pod tytułem Italia 1990.

USA 1994

Kolejne piłkarskie mistrzostwa świata odbyły się tradycyjnie cztery lata później. Gospodarzem imprezy były Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Nie da się ukryć, że przedsięwzięcie było dosyć nowatorskie, oryginalne i karkołomne. No bo przecież po pierwsze w USA piłkę nożną nazywają soccerem, a futbol to dla nich ci transformersi z jajowatą piłką. Po drugie, w związku z pierwszym, rozgrywki toczyły się właśnie na stadionach drużyn NFL. A więc boiska mocno pomazane jardowymi liniami. Po trzecie – kogo to w Stanach w ogóle będzie interesować? Czy oni w ogóle potrafią grać w piłkę?

Potrafią. Z grupy wyszli. Przegrali w 1/8 finału z Brazylią, a to żaden wstyd. Brazylia mundial wygrała.

Z tamtej imprezy do dzisiaj pamiętamy (ja pamiętam w każdym razie) kilka rzeczy. Dla mnie po pierwsze – ostatni mundial Diego Maradony. Argentyna przegrała z Rumunią w 1/8 finału i nie ma o czym mówić. Po drugie – samobójczy gol Andrésa Escobara w meczu USA – Kolumbia. Kolumbia nie wyszła z grupy a Escobara niedługo potem ktoś zastrzelił. Po trzecie – Roberto Baggio spudłował karnego, dzięki czemu Brazylia wygrała turniej. I po czwarte – sytuacja, której ani wcześniej ani później nie widziałem. Otóż, nie pamiętam już w którym meczu, zepsuła się bramka. Odpadła mała poprzeczna rurka podtrzymująca siatkę w okolicy jednego z „okienek”. I co? I za chwilę wymieniona została cała bramka. Przynieśli nową, wynieśli starą. Co Ameryka, to Ameryka…

Francja 1998

Kolejny mundial był we Francji. Młodsi nie pamiętają, ale to właśnie wtedy swój najlepszy czas miał niejaki Zinedine Zidane. To wtedy Brazylia dostała wreszcie po nosie, wpuszczając trzy gole w finale (dwa gole łbem strzelił Zidane). To wtedy Ronaldo wyglądał jak brazylijski chłopiec a nie portugalska dziewczynka. To wtedy wprowadzono zasadę „złotego gola” – kto strzeli pierwszą bramkę w dogrywce, ten wygrywa. To wtedy wreszcie w mundialu wzięły udział aż 32 narodowe reprezentacje. Tak. Polski wśród nich nie było. To jeszcze nie te czasy… Aha – Iran wpieprzył USA 2-1, co zostało ogólnie bardzo pozytywnie odebrane. Niech Jankesi wracają do swojej jajowatej piłki, a Persom nie trzeba żadnej atomowej bomby, żeby utrzeć nosa Amerykanom.

Do następnego razu.

baner KO Series - czerwiec 2018

The post Tabasco od Blasco – 027 appeared first on PokerGround.com.

Powered by WPeMatico