Jeśli chcecie dowiedzieć się, co pozwoliło mi wejść na nowy limit w grach cashowych, zachęcam do zapoznania się z niniejszym artykułem.

Rozmawiałem wczoraj z pewnym bardzo dobrze znanym regiem z gier MTT, który od kilku miesięcy zaczął również grywać cashe, i w pewnym momencie z jego strony padło pytanie:

Co zrobiłeś, że przełamałeś barierę NL25, która była dla Ciebie kiedyś dość problematyczna, z tego co pamiętam?

Napiszę najpierw to, co mu powiedziałem, a potem jeszcze rozwinę ten temat.

Regularnie zacząłem po prostu pracować nad grą. Dużo pomogła mi książka „100 Hands” Petera Clarke’a, która w połączeniu z jego inną książką „Grinders Manual” sprawiła, że nastąpił przełom.

Gdy kończyliśmy naszą krótką rozmowę, jeszcze na chwilę wróciłem do tego tematu i rzekłem:

Wiesz co, tak sobie jeszcze myślę o tym, co tak najbardziej przyczyniło się do tego, że pojawił się mały sukces. Dochodzę do wniosku, że było to wzmocnienie checking range’u. Tam niżej po prostu check najczęściej oznaczał słabość, a w najlepszym przypadku średnie showdown value, a teraz jest zupełnie inaczej.

Tak sobie myślę, że dokładna odpowiedź na to pytanie może pomóc graczom znajdującym się w podobnej sytuacji co ja, dlatego pozwólcie, że podzielę się z Wami przemyśleniami na ten temat.

NL2->NL5->NL10->NL25

Pokerowe mity i legendy mówią o tym, że największy przeskok pod względem poziomu trudności w grach cashowych występuje między limitami NL2 i NL5. Szczerze powiedziawszy, nie zauważyłem niczego takiego. Być może autorom tej „wizji” chodziło o to, że na „piątkach” zmniejsza się znacząco liczba graczy, którzy całkowicie losowo wciskają guziki. Z tym stwierdzeniem chyba mogę się zgodzić, natomiast w znaczący sposób nie wpływa to na poziom trudności na danych stawkach.

Zostawmy na chwilę NL50, temu limitowi poświęcimy osobny akapit, i skupmy się na tym, jak kształtuje się różnica pomiędzy stawkami od NL2 do NL25. Patrząc z góry na dół, odnoszę wrażenie, że nie ma wielkiej różnicy między NL25 a NL10. Solidne „abecadło” i nieuleganie emocjom wystarcza do pokonania „ćwiartki” i „dychy”. Myślenie o grze w kategoriach wojny zakresów w starciu z najlepszymi regami na danych stawkach może być pomocne, jednak w większości przypadków możecie ze swoimi zakresami robić to, co żywnie Wam się podoba. Gwarantuję Wam, że nikt tego nie zauważy.

Różnica między NL10 a NL5 również jest mało zauważalna, jednak gdy porównamy NL25 z NL5, to tę różnicę widać, a przejawia się ona w jeszcze większym okrojeniu grupy, w której losowo naciska się guziki, ale też i w pojawieniu się przy stołach rywali, którzy trochę więcej kombinują. Nie oznacza to od razu, że są to dobrzy gracze. Po prostu na tym limicie po raz pierwszy można zauważyć obecność graczy, którzy rozumieją, że wygrywanie polega na czymś więcej niż tylko na pokazywaniu dobrych układów na showdownie.

NL50

I tak dochodzimy do NL50, które obecnie jest szczytem mojej „kariery”. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy jestem graczem wygrywającym na tych stawkach, bo mam jeszcze zbyt małą próbkę, ale od razu mogę powiedzieć, co się zmieniło w porównaniu z NL25, a uważam, że zmieniło się wiele, ale tylko w starciach z regami (tymi najlepszymi).

W grze z graczami rekreacyjnymi nie ma żadnej różnicy – to chyba nie zmieni się już nigdy. Niezależnie od limitów przeciwko tym rywalom gramy zawsze w ten sam sposób:

  • zapominamy o czymś takim jak równowaga;
  • gramy do bólu value bety, a gdy ból, czyli opór ze strony rywali, się pojawia, nie levelujemy się, tylko overfoldujemy;
  • rzadko blefujemy przez więcej niż jedną ulicę;
  • gramy maksymalnym exploitem i nie zastanawiamy się nad tym, co na ten temat mógłby pomyśleć dobry reg.

Jak już wspomniałem na samym początku, znaczący boost na NL25 dało mi docenienie siły checku. Nie chodzi tu o to, żeby robić to, co na niższych limitach robią „tricky” przeciwnicy, czyli żeby grać slowplay tylko z silnymi układami, ale chodzi o to, żeby w naszym checking range’u znajdowały się układy, z którymi chcemy grać: check-fold, check-call, ale i również check-raise for bluff i check-raise for value. Zarządzanie całym zakresem rąk – nie tylko samymi checkami – to prawdopodobnie najtrudniejsza rzecz, z jaką do tej pory spotkałem się w pokerze, którą trzeba opanować, żeby awansować do gier na wyższych stawkach.

Dobrzy regowie z NL50 rozumieją ten koncept. Rozumieją, że check wcale nie musi oznaczać tego, że range jest scappowany. Dzięki temu rzadziej wpadają w pułapkę, ale też i sami potrafią w dobrym momencie zaczekać, co w ich przypadku również nie oznacza scappowania i poddania w obliczu agresji z naszej strony. Porównajcie to z grą na niższych limitach, w których można było wykazać autoprofit z parą chusteczek, barrelując przez jedną lub dwie ulice, gdy rywal się zająknął i zaczekał. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że jeśli Waszym rywalem jest ktoś ze skłonnościami do grania „aggro”, za to z mniejszym rozumieniem gry, to często check może zadziałać na niego jak czerwona płachta na byka. On czeka, jak się poddaje lub gdy ma średnie showdown value, on tak rozumie grę, dlatego po Waszym czekaniu może wypalić dwie duże beczki z niczym i oddać Wam swój stack.

Tak sobie myślę, być może nie mam w tym przypadku racji, że bronią, która da Wam przewagę nie tylko w starciu z regami z NL50, ale i z limitów wyższych, jest rozwinięcie umiejętności związanych z szacowaniem przewagi range’u i z ogólną świadomością tego, jak wyglądają Wasze range. Każda decyzja na flopie rozpoczyna się od oceny tego, czy to my jesteśmy w posiadaniu przewagi czy rywal. W zależności od tego, jaka jest odpowiedź na to pytanie, podejmujemy stosowną akcję (czasami różną z tą samą ręką).

Gracze muszą mieć również świadomość tego, że pierwotna ocena często ulega zmianie wraz z kolejnymi ulicami. Na flopie możecie grać range c-bet, ale już na turnie przechodzicie w tryb gry zakresem spolaryzowanym, za to river może zakończyć się zagraniem all-in zarówno z zakresem spolaryzowanym (blef lub value), jak i z zakresem zdepolaryzowanym (tzw. range merging, z układem o średniej sile). Nie próbujcie robić tego przeciwko graczom rekreacyjnym, bo gdy zostaniecie sprawdzeni, to na piątej karcie będziecie „dead”, i to nie tylko wtedy, gdy blefujecie, a oni sprawdzą Was z czymkolwiek, ale również wtedy, gdy zagracie dla wartości all-in np. ze słabą top parą, bo po prosu rywal będzie miał lepiej. Dobry reg widzi to inaczej i może pokusić się o call z drugą parą (czasem i ze słabszą ręką również), ale nie dlatego, że ma takie widzimisię, ale dlatego, że on rozumie, jak z ulicy na ulicę zmienia się Wasz zakres i że na riverze najczęściej jednak jesteście spolaryzowani. Jeśli nie uzupełnią się oczywiste drawy, a jego układ własny zawierać będzie istotne blockery i/lub unblockery, możecie dostać hero call i być na prowadzeniu… nawet ze zmergowanym zakresem.

Póki co rzeźbię, a właściwie to nie rzeźbię, bo muszę znaleźć nowy pokerowy dom – pisałem o tym tutaj – ale jak już wrócę do gry i znów znajdę się w środowisku bez HUD-a, to i tak planuję rozpoczęcie zmagań od NL25 w przypadku gier ZOOM i NL50 w przypadku 2-3 stołów regularnych, które będę mógł łatwiej obserwować i robić notatki. Zobaczymy, co czas pokażę – mam nadzieję, że będę miał się czym pochwalić.

The post Postęp wziął się ze świadomego czekania appeared first on PokerGround.com.

Powered by WPeMatico