Jestem świeżo po 9-dniowej relacji z festiwalu Poker Fever Series, w czasie której poczyniłem pewne obserwacje. Ostatni finał ME PFS oraz finał wczorajszego Goliatha sprawił, że postanowiłem wypowiedzieć się w kwestii grania live. Poker na żywo – dlaczego warto?

Goliath to największy turniej pokerowy, który organizowany jest poza terenem USA. Gospodarzem tej imprezy było kasyno należące do sieci Grosvernor, które zlokalizowane jest w Coventry. Na starcie tego turnieju co roku staje wiele tysięcy osób – w edycji 2018 odnotowano 7.584 wpisowe. Kapustary oraz RiverIsMine prowadzili relację ze stołu finałowego tego eventu. Na zwycięzcę czekało 100.000 funtów. Chip leaderem turnieju przez długi czas był Polak, Mariusz Czech, który ostatecznie zajął trzecie miejsce.

Wszystko fajnie, wszystko pięknie, ale… no nie dało się tego oglądać.

To cud, że relację na Twitchu oglądało blisko 500 osób

Doro, a co ty grubasie w życiu wygrałeś, że ośmielasz się krytykować grę innych? Siedzisz w domu na kanapie, klikasz swoje (mikro)turki i (mikro)cashe, to co ty możesz wiedzieć na temat pokera. Moja odpowiedź na taki zarzut jest następująca: siedzę w domu, nawet leżę na kanapie, klikam te swoje mikrusy i bez kozery mogę powiedzieć, że poziom, jaki prezentują uczestnicy moich gier, często bije na głowę to, co wczoraj mieliśmy okazję oglądać w wykonaniu finalistów Goliatha. A przypomnę tylko, że ja najczęściej gram o kilkaset dolarów, a oni walczyli o pieniądze zmieniające życie!

Goliath 2018 FT
Goliath 2018 – FT z udziałem Mariusza Czecha

W Ołomuńcu było podobnie

Nie piję tutaj bezpośrednio do finału Main Eventu, ale do tego, co miałem okazję obserwować w czasie trzeciego dnia, którego zwieńczeniem było wyłonienie dziewiątki finalistów. Jestem szczególnym antyfanem – tylko sportowo, bo osobiście nic do tego człowieka nie mam – Patrika Jaroša, ale myślę, że takich graczy „w czubie” turnieju było znacznie więcej. Czech po prostu trafiał wszystko, najczęściej na riverze, flipował jak zły, a jak raz zdarzyło się, że to Polak trafił kartę, której potrzebował, to Jaroš podniósł wielki lament. Ostatecznie skończyło się na dla niego na czwartym miejscu, za które zainkasował 295.500 CZK. Był to wynik zdecydowanie powyżej jego pokerowych umiejętności. Odnoszę wrażenie, ze w grze na żywo często mamy do czynienia z taką sytuacją.

Warto szukać dobrych gier live

Celem niniejszego artykułu nie jest wyśmiewanie kogokolwiek, a pokazanie, że warto jeździć na eventy na żywo. 

Wszystko – podobnie jak w grach online – sprowadza się do właściwej selekcji turniejów. Rejestrowanie się do „każdego” eventu – bo mnie stać, bo mogę – nie jest dobrym pomysłem. Zobaczcie na przykład, jaki line-up miał rekordowy High Roller w czasie ostatniego festiwalu Poker Fever Series. Ciężko myśleć o tym, żeby w takim evencie regularnie osiągać dobre rezultaty. Ale już taki Goliath, który w dużej mierze przyciąga na start graczy rekreacyjnych, wiedzionych do Coventry szansą wysokiej wygranej przy minimalnej inwestycji własnej? A może Irish Poker Masters, o którym wczoraj pisaliśmy na łamach PokerGround?

Mam odmienne zdanie niż Jacek Pustuła

To zbieg okoliczności, że oba eventy odbywają się na Wyspach Brytyjskich, ale z drugiej strony może właśnie warto przyjrzeć się bardziej temu kierunkowi przy planowaniu swoich pokerowych podróży?

Pod zapowiedzią eventu w Irlandii, którą zamieściliśmy na naszym fanpage, wypowiedział się Jacek Pustuła, regularny gracz ze sceny live. Polak potwierdził, że festiwal Irish Poker Masters zapowiada się bardzo interesująco – jednak problemem jest dojazd [gdyż loty do Cork odbywają się tylko z Gdańska i z Wrocławia, a potem trzeba jeszcze jechać 90 minut pociągiem lub autobusem.].

Jacek Pustuła

Mam trochę inne spojrzenie na tę sprawę. Jak dla mnie lokalizacja Mastersa w Irlandii – festiwal odbędzie się w Killarney; ponad 300 km od Dublina, 80 km na płn-zachód od Cork – jest jedną z największych zalet tego festiwalu. Trzeba się trochę nagimnastykować, ale też bez przesady, żeby walczyć o część z gwarantowanego przez PartyPoker LIVE 1.000.000€ w Main Evencie.

„Utrudniony” dojazd do INEC & Gleneagle Hotel, gdzie będzie odbywał się festiwal, powinien zadziałać tylko na korzyść dla graczy regularnych. Wielu regów po prostu machnie ręką na to wydarzenie, bo samolot nie dowiezie ich pod przysłowiowe drzwi od kasyna/hotelu. W mojej opinii, jeśli nawet nie jedziecie grupą i nie będziecie na lotnisku w Cork wypożyczać samochodu, warto przemęczyć się te 90 minut w podróży i w zamian za swoje „poświęcenie” uzyskać dostęp do gier, w których stosunek graczy regularnych do amatorów będzie bardzo korzystny. Przy tej puli gwarantowanej gra może być warta świeczki.

Irish Poker Masters

Odnośnie szukania dobrych deali wyjazdowych – wiedzieliście w ogóle, że PartyPoker i INEC & Gleneagle Hotel oferuje – pozostały 4 pokoje – darmowy nocleg na cztery noce w trakcie trwania festiwalu? W czasie każdego pokerowego wypadu – jeśli nie ma się pakietu – to właśnie koszt zakwaterowania stanowi jedną z pozycji, która najbardziej ciąży w budżecie wyjazdowym. W tym przypadku koszty związane z opłaceniem noclegów można było zredukować do zera – wystarczyło zapłacić za wejściówkę przy użyciu waluty PartyPoker LIVE Dollars.

Żeby wygrać, trzeba grać

Gdy tak wczoraj patrzyłem na to, co wyprawiają artyści w finale Goliatha, miałem do siebie pretensje o to, że sam nie zasiadam do stołów. Żaden tam ze mnie pokerowy czempion, ale przynajmniej to ABC mam solidne, a na ten rodzaj przeciwników jest to skuteczna i wystarczająca broń.

Komentarze do Goliatha
Komentarze do Goliatha

Pozytywnym przykładem gracza którego większość z Was zna, a który czerpie bardzo duże korzyści z zastosowania tego narzędzia (pokerowe ABC) w praktyce, jest nasz redaktor River. Kilka miesięcy temu ten chłopak nic nie wiedział o grze na żywo. Brakowało mu obycia – przy stole zachowywał się jak słoń w składzie porcelany. River niczym się nie zrażał, w końcu wszystkiego można się nauczyć, a skupiał się tylko na tym, żeby w swoich rywali naparzać „abecadłem”. Wyszło mu to bardzo skutecznie: FT High Rollera na PF CUP, 15. miejsce w ME PFS, wiele min cashy w Rozvadovie. Jestem pełen uznania i ściskam kciuki za kolejne sukcesy. Duży wynik jest tylko kwestią czasu.

Jeszcze słowo o grze na żywo, jaką ja mam okazję najczęściej oglądać

Jeśli byliście na festiwalu Poker Fever, to wiecie, jak wygląda poziom gier na czeskim podwórku – mówię tutaj oczywiście o turniejach z niskim wpisowym. Typowy „Zdenek Blacha”, który za udział w turnieju ma zapłacić od 1.000 CZK do 5.000 CZK, nie ma pojęcia o tym, jak gra się w pokera. Nie mówię, że w takim Ołomuńcu nie spotkacie na swojej drodze graczy regularnych, bo to nie jest prawda, ale tych ogarniających grajków naprawdę nie ma tutaj zbyt wielu. Najczęściej przy stołach można zaobserwować poziom, jakim wczoraj raczyli nas finaliści eventu Goliath.

Poker Fever Series

Jaki jest najlepszy sposób przeciwstawienia się takim przeciwnikom? Granie solidnego pokerowego abecadła. To wszystko. W takim Ołomuńcu do osiągnięcia przewagi nad większością fieldu potrzeba tylko konsekwencji w realizowaniu strategii gry tight-aggresive. Jestem przekonany, że nie tylko w Czechach ten przepis na sukces będzie miał swoje zastosowanie. We Włoszech, gdzie często jeżdżą polscy prosi w poszukiwaniu łatwych gier, będzie to działać. Podobnie w Północnym Cyprze, do którego regularnie ściąga polska pokerowa czołówka. Z pewnością również w Irlandii, gdzie granie „ABC pokera” prawdopodobnie jest najbardziej optymalnym planem, który ma szansę doprowadzić Was do sukcesu.

Zalety gry live

Zachęcam Was do gry w wybranych turniejach live, bo znajdziecie w nich wielu graczy rekreacyjnych. To miła odmiana w stosunku do często „zaregowanych” gier online.

Od tego się wszystko zaczyna. Tego rodzaju przeciwnicy będą popełniali błędy w każdym aspekcie pokerowego rzemiosła: zakresy, sizingi, obierane linie itp. Na ich niedoświadczeniu będziecie w stanie uzyskiwać bardzo dużą przewagę. Oni nie wiedzą, co to jest ICM. Oni nie grają o zwycięstwo, ale o to, żeby „drabinkować” najwyżej jak się da. Ich strategia obejmuje odpuszczanie spotów, w którym z powodzeniem sprawdziłaby się agresja, gdyż nie chcą ryzykować odpadnięcia z turnieju – szczególnie widać to w czasie przedwczesnego „szczurowania” do miejsc płatnych. Na takich graczach, na graczach pasywnych, sami możecie wywierać presję, i to nie tylko przy użyciu kart, ale również poprzez onieśmielanie ich, czy nawet poprzez trash talking. Amatorzy często będą również zdradzali bardzo oczywiste telle.

Podsumowanie

Zawsze się cieszę, gdy Polakom się coś udaje. Sukces Mariusza Czecha, który zajął trzecie miejsce w turnieju Goliath również napawa mnie radością. Mijałbym się jednak z prawdą, gdybym powiedział, że na FT tego eventu grano ładnego pokera – nie, to nie miało miejsca, gra była wyjątkowo słaba. Wydarzenia z Goliatha oraz moje obserwacje poczynione w trakcie festiwalu Poker Fever Series sprawiły, że postanowiłem napisać artykuł, którego celem jest zachęcenie Was do uczestniczenia w grze na żywo. Mam nadzieję, że mi się to udało.

baner Powerfest PartyPoker

The post Poker na żywo – FT Goliatha dobitnie pokazało, dlaczego warto grać live appeared first on PokerGround.com.

Powered by WPeMatico