W pierwszym podsumowaniu mojego występu z wrześniowego Fevera skupiłem się bardziej na aspekcie podróżniczo-rozrywkowym. Dziś chciałbym podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami dotyczącymi samej gry. So let’s talk poker.

Krajobraz

Na samym wstępie mogę postawić tezę, że „stół”, przy którym grałem najdłużej, miałem łatwy, tylko bardzo słabą pozycję względem najbardziej rokujących dostarczycieli żetonów, którzy znajdowali się na miejscu 5 i 7. Powiedzmy sobie po zdaniu o każdym z moich rywali:

Seat 1: Ogarniający gracz. Lepszy niż przeciętny czeski pokerzysta, ale bliżej mu do ABC niż do bycia aggro.

Seat 2: Aneta – ogarniająca pokerzystka, grająca stylem podobnym do gracza z 1.

Seat 3: Ja –  największy donk w stadzie.

Seat 4: Polak, brak readów. Nie 3-betował mnie, nie sprawdzał moich otwarć. (w mojej przygodzie nie odegrał większej roli)

Seat 5: Luigi Brak przycisku fold. Większość akcji rozpoczyna od zagrania open limp, a potem call. Jest na tyle świadomy tego, co robi, że open limpuje zarówno ręce spekulacyjne jak i monstery. Uwielbia grać donk bety z przyzwoitym value, rzadko/wcale (?) z drawami. Szybkie decyzje = monstery.

Seat 6: Internetowy klikacz. Szeroko izolował limpy gracza z seat 5. Ogarnia pozycję i barrelowanie.

Seat 7: Największy donk przy stole. Brak przycisku fold. Głupie blefy, głupie cold calle vs 3-bet, i to do tego bez pozycji. Tragizm w czystej postaci. // W ostatniej fazie zastąpił go Ondrej Lon, który mnie wyeliminował.

Ondrej Lon - Poker Fever Series
Ondrej Lon

Seat 8: Freakmaker, brak readów, może poza tym, że stać go na blef. (w mojej przygodzie nie odegrał większej roli)

Seat 9: Kali, częsty bywalec na festiwalach. Miał już zapewniony awans z dnia 1A. Grał dla zabicia czasu. Wielokrotnie łapany na małych blefach. (w mojej przygodzie nie odegrał większej roli)

Jak możecie się domyślać, najlepszym miejscem do gry przy stole było krzesełko z numerem 8.

Moje bolączki

Patrząc z mojej perspektywy, znalazłem się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Układ, który wytworzył się na stole, wiązał mi ręce i sprawiał, że w większości przypadków musiałem opierać swoją grę o siłę własnych kart. Widziałem to w ten sposób:

vs seat 1 (Reg/ABC) – Gdy miałem nad nim pozycję, chciałbym go czasem 3-betować, jednak mogłem zapomnieć o jakiś light 3-betach z racji tego, że na 5. i 7. siedziały huge calling-stations. Musiałem grać zakresem linearnym, ale akurat karty nie współpracowały. Spekulacyjne calle nie wchodziły w grę, bo po sprawdzeniu od 5. reg z 6. często zagrywał potem squeeze.

vs seat 2 (Reg/ABC) – W tym przypadku mógłbym grać 3-bety zakresem spolaryzowanym. Otrzymałbym sporo foldów – w najgorszym razie grałbym z inicjatywą i pozycją po flopie, a vs 4-bet miałbym easy foldy – ale co z tego, jak często byłbym bez pozycji vs 5. i 7. którym cold call vs 3-bet niestraszny, a i c-betem się z rozdania ich nie wyrzuci. Inna sprawa, że w późniejszej fazie vs ktoś bardziej aktywny mógłbym zagrywać do otwarcia luźne all-iny, to jednak w konfrontacji z zakresem otwarć tight pokerzystki wydawało mi się bez sensu.

vs seat 5 (C-station) – Chciałem grać jak najwięcej z nim, ale 6. skutecznie utrudniała mi życie. Kilka razy ja otwierałem, był call od 5. i squeeze z 6. Sizing był na tyle duży, że nijak nie mogłem tego sprawdzić. Ok, mogłem próbować grać open any 2 z BTN vs jego BB, ale to też tylko w teorii, bo zanim akcja doszła do mnie, to już 7. była w rozdaniu. Folding equity nie istniało, stąd light izolacje też nie były skuteczne. Mogłem tylko grać fold lub limp behind i modlić się o trafienie flopa (Polak z 4. nie był aggro).

vs seat 7 (Huge donk) – Jak wyżej – chciałbym z nim grać dużo, szczególnie, że miałem na niego reada, ale wyizolowanie go na rozgrywkę HU było prawie niemożliwe. Gdy to się w końcu udało – akurat wtedy tego nie chciałem, bo light 3-betowałem Anetę w ostatnim rozdaniu przed przerwą – zaufałem swojemu readowi i wygląda na to, że do turna miałem rację, ale karta z rivera zmieniła układ sił, przez co musiałem zagrać fold vs trzecia donk bet beczka. Przysięgam, że gdyby kolor się nie uzupełnił, sprawdziłbym go z trzecią parą, bo w przeciwieństwie do 5. On miał w swoim donk bet zakresie drawy do koloru, a read, który polegał na różnicy w zachowaniu gdy był silny/gdy był słaby, był już dwukrotnie sprawdzony i mu ufałem. Gdybym się mylił, to na 6. poziomie bym się jeszcze dokupił.

Co można było w takiej sytuacji zrobić?

Szczerze powiem, że nie wiedziałem, i chyba do teraz nie wiem, co trzeba było zrobić, żeby wyciągnąć maksimum z takiego rozkładu sił przy stole. Powiem tak – nie cierpię sytuacji, w której swoją strategię muszę opierać w dużym stopniu na sile własnych kart. Życie wygląda pięknie, kiedy otrzymujemy jakieś grywalne ręce, ale gdy tak nie jest, musimy sobie radzić w inny sposób: wtedy najczęściej musimy wykazać się agresją, gdyż nie mamy showdown value, i graniem pozycyjnym. Niestety dwa uparciuchy za mną, a do tego ogarniający zagrania izolacyjne reg, blokowali moje ruchy.

W pewnym momencie chciałem grać wszystko przez open limp i zrobić jakąś dynamikę z limp-raisem (value/blef) vs squeeze z 6. Niestety zanim to sobie ułożyłem w głowie, byłem już na jakiś 25 BB i nie miałem zbyt wiele miejsca na takie akcje (lub cohones, lub umiejętności).

Wnioski na przyszłość

  • Muszę ogarnąć grę na typowych turniejowych stackach (ok. 30 BB), bo słabo to u mnie wygląda.
  • Muszę ogarnąć linię open limpowania (call/raise value/raise bluff) – nie tylko na SB – gdy tego wymaga sytuacja.

Epilog

Luigi, gracz z pozycji nr 5, zajął w turnieju oficjalne trzecie miejsce, a wziął (po dealu) drugą najwyższą wypłatę. Co ja mogę na ten temat powiedzieć…

Po pierwsze mogę tylko pogratulować i szczerze i serdecznie pozazdrościć.

Po drugie na usta ciśnie mi się hasło reklamowe Totalizatora Sportowego, którym wiele lat temu firma promowała swoje produkty: „Żeby wygrać, trzeba grać”.

Luigi

Po trzecie – to oczywiste, że wariancja w jednym turnieju jest gigantyczna, ale też trzeba Włochowi oddać to, że w tej swojej „limpowance” gdzieś tam się najwyraźniej odnajduje, bo w pamięci Hendona znajdziemy kilka jego dobrych wyników, a ten niedzielny jest kolejnym do kolekcji. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że tego gracza bardzo łatwo jest ograć, ale co ja tam wiem, jak ja na 10. poziomie, po własnym słabym zagraniu, skończyłem grę, Hendon wyświetla błąd 404, gdy zapytać go o moje osiągnięcia, a On zgarnął 138.300 CZK, a wcześniej łącznie ponad 20.000$. Tak więc Zacapa i panini za zdrowie Luigiego!

The post [BLOG] #134 Poker Fever CUP – let’s talk poker appeared first on PokerGround.com.

Powered by WPeMatico