W najnowszym wpisie na blogu chciałbym odnieść się w krótkich słowach do tego, co zbulwersowało mnie ostatnio w kasynie w Rozvadovie. Rozpętała się tam bójka nie na żarty, ale w mojej opinii nie tego powinni się wstydzić włodarze kasyna. Na drugim planie działo się coś, co było znacznie bardziej nie na miejscu.

Rozvadova nie cierpię[1]. Prywatnie nazywam to miejsce fabryką pokera, bez duszy, bez jakiejkolwiek atmosfery, i nie sądzę, żebym kiedykolwiek swój pogląd zmienił. Wspomnę jeszcze tylko, że wśród graczy z wysokich stawek krąży nawet opinia, że to miejsce jest „shady” … Faktem jest, że nikt nigdy nikogo na niczym nie złapał, dlatego te ostatnie zdanie możemy traktować tylko w charakterze fikcji literackiej. Niech i tak będzie.

Moja negatywna opinia o tym miejscu w ostatnich dniach jeszcze tylko się utrwaliła. Nie chcę roztrząsać tego, że w czasie jednego z turniejów doszło do bójki i jedna osoba została poważnie poturbowana. Taka sytuacja może zdarzyć się zawsze i wszędzie, szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą emocje i – jak się domyślam – większe lub mniejsze stężenie alkoholu we krwi uczestników zdarzenia. Na Twitterze bez problemu znaleźć można kilkudziesięciosekundowe klipy pokazujące (z oddali) moment zajścia. Ja oczywiście te filmy widziałem, jednak bardziej niż ten cały rozbój – mówi się, że to była po prostu napaść gracza na gracza – w oczy rzuciła mi się inna rzecz, która nie powinna mieć miejsca.

Powiedzieć, że to nieprawidłowość, to jakby nie powiedzieć nic. Jesteśmy w trakcie kryzysu epidemiologicznego, a na nagraniu widać, że władze kasyna nic sobie z tego faktu nie robią. Mało kto nosi maseczkę, a ludzie upchani są przy stołach w sposób, do jakiego przywykliśmy w tym miejscu. Mamy do czynienia z brakiem dystansu społecznego i jakichkolwiek, choćby elementarnych, procedur bezpieczeństwa lub najzwyklejszego zdrowego rozsądku. Nie ma opcji, żeby to skończyło się happy endem. Jako ciekawostkę podam tylko, że na jednym z wesel w Wielkopolsce w ostatni weekend COVID-em 19 zaraziło się ponad 70 uczestników zabawy. W kasynie nie musi tak być, bo przecież nikt się ze sobą nie ściska, a ja sam jestem za polityką otwarcia, jednak dbałość o bezpieczeństwo musi wyjść ze strony organizatora, który powinien, nie wiem: nakazać grę 6-handed, żeby odseparować graczy; nakazać grę w maskach; może też zapewnić przy każdym stole środki do dezynfekcji i wymagać od graczy regularnego korzystania z tychże.

Przykra jest jeszcze jedna sprawa związana z incydentem w Kingsie. Niestety nie mam jak zweryfikować prawdziwości tych doniesień, ale na 2+2 jeden z użytkowników napisał, że osoba, która upubliczniła w Internecie jako pierwsza film z całego zajścia, została zbanowana w kasynie. Nie wiem, co mam o tym myśleć i jaka polityka przyświeca managerom King’s Casino. Tzn. po fakcie łatwo zauważyć, że sytuacja kryzysowa, poważna sytuacja, została rozwiązana w najgorszy możliwy sposób: zapukał ktoś do drzwi, zgasiliśmy światło i wyłączyliśmy telewizor, a zza kanapy można było usłyszeć krzyk, że nikogo nie ma w domu. Nie wiem tylko, co bardziej pod dywan chcieli zamieść włodarze kasyna: to, że ktoś konkretnie sobie dał po mordzie i że zrobiło się niebezpiecznie, czy obraz tego, jaką mrzonką są zasady bezpieczeństwa panujące w Kingsie w trakcie epidemii. To pierwsze mogło się zdarzyć i ciężko tutaj bezpośrednio winić obsługę kasyna – sprawy mogły eskalować bardzo szybko – ale to drugie jest w moim mniemaniu niedopuszczalne i akurat to obsługa mogła już w pełni kontrolować.

Tyle ode mnie w temacie fabryki.

[1] To tylko moje prywatne zdanie, nie oficjalne stanowisko redakcji PokerGround.

The post [BLOG] #125 To nie bójka w Kingsie mnie zbulwersowała appeared first on PokerGround.com.

Powered by WPeMatico